środa, 19 stycznia 2011

Pisanie pisaniu nierówne


Śmiesznie. I to bardzo. Całe życie, no, może całe życie od kiedy zaczęłam cokolwiek pisać, potocznie "tworzyć", nigdy nie szło mi pisanie ciągłe w komputerze. Wszystkie co ważniejsze pomysły, właściwie cały mój dorobek znajduje się w dwóch zeszytach, może trzech. Za każdym razem, kiedy starałam się zacząć coś pisać w komputerku, białe tło mnie odrzucało i jakoś literki nie mogły się pozbierać do kupy. To bardzo stresujące, tym bardziej, jeśli kiedyś chce się napisać coś na serio. Przez "na serio" rozumiem "napisać bestseller, który będą kochać następne pokolenia". Dajcie spokój - nigdy o tym nie marzyliście? Napisać książkę, o której będą mówić na uniwersytetach. Napisać książkę, na podstawie której będą tworzyć fanfiki. Napisać książkę, która wejdzie do kanonu. Która zyska fanów na miarę fanów Władcy Pierścieni czy Gwiezdnych Wojen. Nigdy?

Bo widzicie ja tak. I jeśli chcę to kiedyś osiągnąć, muszę zebrać dupę w troki, siąść do komputerka i pisać.

Istnieje jeszcze inna alternatywa. Inna, znaczy kupić gruby zeszyt i w nim pisać. I to wczoraj zrobiłam. Kupiłam i realizuję się, tworząc  mój zbiór opowiadań, powiązanych, że tak powiem "formułą". Nie sądzę, żebym sprawdziła się w formie w jakiej to piszę. Rozumiecie, takie pseudointelektualne, pseudogroteskowe, pseudożyciowe.

Macie sposób na pisanie? Siadacie z kubkiem herbatki (nie wierzcie reklamie Liptona, kubeczki wcale nie natchną Was do napisania czegoś fajnego tak jak to pokazują. Ale "kij z tym", ważne, że ja mam ten z Nowym Jorkiem, to się liczy), włączacie milusią muzyczkę i tworzycie? Tak łatwo Wam to przychodzi. A może czekacie na nagły przypływ weny? Taki kopniak w środku nocy, w trakcie obiadu, starsi może w trakcji prokreacji? Pytam z ciekawości.

Gdzie piszecie? W domu, w swoim pokoju, w salonie, w łazience, w kawiarni, w ogródku, na huśtawce, w parku, w autobusie?

Na czym? Na komputerze, na papierze, na serwetkach, na glinianych tabliczkach?

Długopisem, ołówkiem, piórem, flamastrem?

Macie ulubione piosenki?

Chyba przerzucę się na pisanie scenariuszy.

Adieu

1 komentarz:

  1. "Bo widzicie ja tak. I jeśli chcę to kiedyś osiągnąć, muszę zebrać dupę w troki, siąść do komputerka i pisać." - jakbym czytała o sobie. :) Jasne, że marzę o napisaniu takiego bestsellera i o zebraniu dupy w troki powtarzam sobie od pół roku. ;] A tymczasem wciąż jestem na etapie konspektu i dokształcania się.^^

    Też kiedyś pisałam w zeszytach - ale to było dawno i nieprawda. Ołówkiem. Wtedy zawsze ołówkiem. Nie wiem czemu, bo i tak niczego nie wycierałam. Nie, nie - to był ten etap mojego "pisarskiego rozwoju", kiedy każde zdanie wydawało mi się idealne, wzruszające, zabawne albo w inny sposób klimatyczne, w zależności od potrzeb. ;] Spokojnie, przeszło mi. :P

    Na początku pisanie na komputerze mi nie szło - ale jakoś się przyzwyczaiłam. Przede wszystkim: na komputerze, jak już się pisze, to pisze się o wiele szybciej. Poza tym, zeszyty nie zawalają biurka (u mnie to było z dziesięć zeszytów, a to miał być dopiero pierwszy tom powieści, drugi utknął gdzieś na czwartym zeszycie). No i jeśli piszesz na komputerze i stwierdzisz, że dany akapit powinien być jednak gdzie indziej, to łatwo możesz to przenieść, przerobić. Na kartce robi się pomieszanie z poplątaniem, pełno strzałek, znaczków i po jakimś czasie człowiek już nic z tego nie rozumie. xD

    Tak więc teraz komputer. Znaczy - pisałabym na komputerze, gdybym w ogóle pisała. Ale, jak wspominałam, od długiego czasu zbieram się w sobie. ;] Nie wierzę w natchnieniowo-wenowe kopy. To JA, jako autorka, muszę kopnąć swojego Wena, żeby do mnie przyszedł, a nie czekać, aż Wen wykona pierwszy krok. No i tak walczę...

    Czy się rozpisałam? Przepraszam. Po prostu twórczość literacka to temat, w który mocno się angażuję. No bo ja piszę tego bestsellera, piszę... Naprawdę będzie świetny, jak już powstanie.^^


    Pozdrawiam, Fraa. :D

    OdpowiedzUsuń