Bo widzicie ja tak. I jeśli chcę to kiedyś osiągnąć, muszę zebrać dupę w troki, siąść do komputerka i pisać.
Istnieje jeszcze inna alternatywa. Inna, znaczy kupić gruby zeszyt i w nim pisać. I to wczoraj zrobiłam. Kupiłam i realizuję się, tworząc mój zbiór opowiadań, powiązanych, że tak powiem "formułą". Nie sądzę, żebym sprawdziła się w formie w jakiej to piszę. Rozumiecie, takie pseudointelektualne, pseudogroteskowe, pseudożyciowe.
Macie sposób na pisanie? Siadacie z kubkiem herbatki (nie wierzcie reklamie Liptona, kubeczki wcale nie natchną Was do napisania czegoś fajnego tak jak to pokazują. Ale "kij z tym", ważne, że ja mam ten z Nowym Jorkiem, to się liczy), włączacie milusią muzyczkę i tworzycie? Tak łatwo Wam to przychodzi. A może czekacie na nagły przypływ weny? Taki kopniak w środku nocy, w trakcie obiadu, starsi może w trakcji prokreacji? Pytam z ciekawości.
Gdzie piszecie? W domu, w swoim pokoju, w salonie, w łazience, w kawiarni, w ogródku, na huśtawce, w parku, w autobusie?
Na czym? Na komputerze, na papierze, na serwetkach, na glinianych tabliczkach?
Długopisem, ołówkiem, piórem, flamastrem?
Macie ulubione piosenki?
Chyba przerzucę się na pisanie scenariuszy.
Adieu
"Bo widzicie ja tak. I jeśli chcę to kiedyś osiągnąć, muszę zebrać dupę w troki, siąść do komputerka i pisać." - jakbym czytała o sobie. :) Jasne, że marzę o napisaniu takiego bestsellera i o zebraniu dupy w troki powtarzam sobie od pół roku. ;] A tymczasem wciąż jestem na etapie konspektu i dokształcania się.^^
OdpowiedzUsuńTeż kiedyś pisałam w zeszytach - ale to było dawno i nieprawda. Ołówkiem. Wtedy zawsze ołówkiem. Nie wiem czemu, bo i tak niczego nie wycierałam. Nie, nie - to był ten etap mojego "pisarskiego rozwoju", kiedy każde zdanie wydawało mi się idealne, wzruszające, zabawne albo w inny sposób klimatyczne, w zależności od potrzeb. ;] Spokojnie, przeszło mi. :P
Na początku pisanie na komputerze mi nie szło - ale jakoś się przyzwyczaiłam. Przede wszystkim: na komputerze, jak już się pisze, to pisze się o wiele szybciej. Poza tym, zeszyty nie zawalają biurka (u mnie to było z dziesięć zeszytów, a to miał być dopiero pierwszy tom powieści, drugi utknął gdzieś na czwartym zeszycie). No i jeśli piszesz na komputerze i stwierdzisz, że dany akapit powinien być jednak gdzie indziej, to łatwo możesz to przenieść, przerobić. Na kartce robi się pomieszanie z poplątaniem, pełno strzałek, znaczków i po jakimś czasie człowiek już nic z tego nie rozumie. xD
Tak więc teraz komputer. Znaczy - pisałabym na komputerze, gdybym w ogóle pisała. Ale, jak wspominałam, od długiego czasu zbieram się w sobie. ;] Nie wierzę w natchnieniowo-wenowe kopy. To JA, jako autorka, muszę kopnąć swojego Wena, żeby do mnie przyszedł, a nie czekać, aż Wen wykona pierwszy krok. No i tak walczę...
Czy się rozpisałam? Przepraszam. Po prostu twórczość literacka to temat, w który mocno się angażuję. No bo ja piszę tego bestsellera, piszę... Naprawdę będzie świetny, jak już powstanie.^^
Pozdrawiam, Fraa. :D