Przyznaję bez bicia- jestem osobą, która czasami cierpi na przerost amibcji. Właściwie to zazwyczaj potrafię skrajnie przechodzić od tego przerostu do gwałtownego spadku poczucia własnej wartości i piszę to szczerze. To znaczy nigdy nie miałam zapędów przywódczych (ok, może czasami, w mniejszych grupach), a już na pewno nie chciałabym dołączyć do grona np. samorządu szkolnego czy studenckiego (chociaż studencki to w sumie całkiem inna sprawa). No ale cały sens tego wywodu ma źródło w pewnej rozmowie, w wyniku której zauważyłam, że niektórzy - w tym też czasami ja - zbyt ambicjonalnie podchodzą do studiów, albo ich potrzeba osiągnięć etc gwałtownie rośnie.
niedziela, 7 kwietnia 2013
środa, 13 lutego 2013
O Hemingway'u (?), pseudotwórczej aktywności oraz o wpadaniu w monotematyczność (o tym nie pisałam tam pod spodem, ale cóż - NA CÓŻ NAM SŁOWA, prawda?) i o tym, że chyba się starzeję
Hemingway, wikipedia
Zastanawiałam się kiedyś, jak wygląda proces twórczy pisarza. Ale takiego wiecie, PRAWDZIWEGO. Prawdopodobnie do takich rozważań natchnęła mnie niemoc twórcza (czy jakkolwiek inaczej to kurewstwo nazwiemy) - moja oraz Nick'a z New Girl (zupełnie zapomniałam jak uwielbiam ten serial - i nie chodzi tu o miłość do cudownego mieszkania, które wynajmują, nie...). Weźmy na ten przykład - przywołanego bodajże w odcinku Eggs - Hemingwaya. To znaczy akurat jest to zły przykład, biorąc pod uwagę instensywność życia tegoż. Wiecie OWSZEM mogłabym spróbować w jakiś ekscytujący sposób przeżyć drogę z mojego mieszkania na uczelnię, jednak mimo wszystko wydaje mi się, że nie dałoby się ostatecznie tego porównać.
Etykiety:
new girl,
pierdołowo,
pisanie,
praca,
przyszłość,
seria:pisanie dla pisania czyli nic konkretnego,
studia,
wena,
życie,
życiowo
Subskrybuj:
Posty (Atom)
