Przyznaję bez bicia- jestem osobą, która czasami cierpi na przerost amibcji. Właściwie to zazwyczaj potrafię skrajnie przechodzić od tego przerostu do gwałtownego spadku poczucia własnej wartości i piszę to szczerze. To znaczy nigdy nie miałam zapędów przywódczych (ok, może czasami, w mniejszych grupach), a już na pewno nie chciałabym dołączyć do grona np. samorządu szkolnego czy studenckiego (chociaż studencki to w sumie całkiem inna sprawa). No ale cały sens tego wywodu ma źródło w pewnej rozmowie, w wyniku której zauważyłam, że niektórzy - w tym też czasami ja - zbyt ambicjonalnie podchodzą do studiów, albo ich potrzeba osiągnięć etc gwałtownie rośnie.