czwartek, 31 marca 2011

czego nie lubimy we współczesnej fantastyce...




Tym co mnie ostatnimi czasy denerwuje niepomiernie w fantasy jest wpierniczanie wszędzie wampirów i wilkołaków. No bo litości, nie mam ochoty na książkę o didżejce wilkołaczce, która pewnie na dodatek zakochuje się w wampirze i przez następny dwieście stron będzie przeżywać razem z nią te wszystkie męki, zupełnie jakby znowu czytała "Cierpienia młodego Wertera".
Wybaczcie, kiedyś tandetnym było wpychanie wszędzie elfów i krasnoludów, a teraz mnoży się i mnoży romansów wilkołaczo-wampir... Nie zrozumcie mnie źle, jak ktoś lubi takie książki to proszę ja bardzo, ja sama niedawno jedną wygrałam, więc zapewne przeczytam, ale nie można w nieskończoność jechać na popularności "Zmierzchu" na który, przepraszam fanów najmocniej, ale jestem uczulona.

niedziela, 27 marca 2011

nie zdajemy sobie sprawy

Pierniczenie cały czas o filmach byłoby nadzwyczaj nudne, więc chyba odpuszczę Wam relację z gali rozdania Oscarów, której NIE OBEJRZAŁAM na żywo GDYŻ byłam chora i kolejny dzień out of school czy jak to się mówi, mógłby się zwyczajnie źle skończyć. Ale Globy były na żywo. A Oscary obejrzałam, bo nagrałam. I mnie nic nie obchodzi, że niby Social Network powinno być wielkim wygranym. Wiecie, ja tam nie oceniam filmów przed obejrzeniem, ale czasem, powtarzam CZASEM, moja małe fanowskie serduszki mówi: pieprzy* czego nie robisz, pomyśl, że tam gra Colin. Proszę mnie brać za szaloną fankę, ale jednak co jakiś czas o Colinie usłyszycie (kiedyś byłby to Johnny Depp, ale musiał ustąpić i zając drugie miejsce) i musicie mnie z tym małym dziwactwem zaakceptować :D
I moje fanowskie serduszko robiło "Hurrrrrraaa" gdy dowiedziało się, kto wygrał. Aczkolwiek było tego pewne na 99,99%, więc aż takiej strasznej radości nie było ;P