Od lewej: Alice Hargeaves (Liddell), Leopold Jerzy Duncan Albert książę Albany, Jerzy VI Windsor
Wytwór mój, caps
Również mój, caps
Wizyta u dziadków zawsze nastraja mnie... Wspominkowo. Najbardziej na świecie uwielbiam stare fotografie. Serio. Przyglądać się ludziom, których nigdy nie poznałam i już nie poznam i zastanawiać się, jacy byli. Ach, jakież to melancholijne. A ja melancholii nie lubię, ale stare zdjęcia i tak są dajnie, nawet bardzo, fascynujące, powiedziałabym. Chociaż może bardziej pociąga mnie to, co zdjęcia przedstawiają. Wiecie, inne czasy; mężczyźni zawsze dystyngowani, a zarazem pociągający; kobiety ubrane w długie zakryte suknie, dodające im tej tajemniczości. Dla mnie to jest tak, że stare fotografie nieważne jakiej jakości, zawsze są świetne. A te współczesne? Znajdźcie mi takiego człowieka w którego wszystkich zdjęciach się zakocham - zawody rozpoczęte! Nagroda? Moja dozgonna wdzięczność, a co!
A czemu akurat TE zdjęcia - opowiem Wam za chwilkę.
Pierwsze zdjęcia przedstawię Alice Liddel czy raczej panią Hargreaves długo po ślubie. Nie wiem czy wiecie, kim ta pani była, śmiem w to wątpić, ale może...
W każdym razie, pani Alicja była, nazwijmy to pierwowzorem Alicji z "Alicji w Krainie Czarów". Bo czy nie słyszeliście nigdy o kontrowersjach związanych z powstaniem książki? O kontrowersyjnych fotografiach, o rzekomym nieprawdopodobnym i przesadzonym "romansie"?
Bo widzicie, moje Robaczki Świętojańskie, Paulinka jest nałogową fanką "Alicji w Krainie Czarów" i "Po Drugiej Stronie Lustra". I w wersji traktowanej dosłownie, jedynie jako bajka dla dzieci i te drugiej - bardziej mrocznej, pełnej podtekstów i może jakiejś nauki - bajki dla dorosłych.
Uwielbiam w Krainie Czarów to, że jest totalnie nierealna. Surrealistyczna. Mroczna i tajemnicza. Nawet w wersji disnejowskiej jest scena, kiedy mała samotna Alicja skierowana przez złe stokrotki gdzieś na manowce, płacze wśród dziwnych stworzeń.
Uwielbiam Szalonego Kapelusznika, Marcowego Zająca i Susła. I Kota z Cheshire. Czemu mam i nie uwielbiać? Uwielbiam wariatów i szaleńców, a gdyby Kot z Cheshire był mężczyzną, domyślam się, że byłby bardzo pociągającym mężczyzną i że predzej czy później wyszłabym za niego za mąż.
Oglądałam większość adaptacji. A przynajmniej tak mi się wydaje. Ot, uwielbiam wersję disnejowską, kocham tę 1999 z Whoopi i Martinem Shortem - moim Kapelusznikiem numer jeden, do "Po drugiej stronie lustra" mam sentyment, mini serial Sci-Fi "Alice" bardzo lubię za nowe spojrzenie, właśnie dla starszych (i Andrew Lee-Potts mój Kapelusznik numer dwa). Nową Alicje widziałam, Deppa uwielbiam, ale mówię nie na wszystko w tym filmie. Bardzo mi przykro...
A i dlaczego książę Lepold, pytacie? Powstała książką w oryginale tytuł brzmi "Alice I have been" i szalenie mi się oryginalny podoba. Książka opowiada o losach sióstr Liddell - o ich życiu w Oxfordzie, o poznaniu pana Charles Lutwidge Dodgson (L. Carrolla). Opowiada historię powstanie Alicji, ale przede wszystkim losy tej "prawdziwej" Alicji. Z księciem Leopoldem była związana, była zakochana. Nie opowiem Wam reszty, może zechcecie przeczytać, chociaż nie wiem czy niezainteresowanym się spodoba... Chociaż może...
Moja Alicjomania trwa i trwa, psychodeliczne klimaty uwielbiam.
I teraz żyję Oscarami. Kto zarwie za mną nockę w imię kibicowania Colinowi? Boże, jak dobrze, że zachciało mi się obejrzeć "Dumę i Uprzedzenie" z 1995...
Porządnie Was dziś zanudziłam. Ha, nie ma za co, naprawdę ^^ Czasami tak mam, piszę, żeby się wypisać, ale odczułam potrzebę podzielenia się moimi małymi obsesjami, szczególnie Colinową i alicjową.
Złote Popołudnie A.Sapkowski (on też chyba lubi Alicję.... :P)
Oscarowo


Za Colinem nie przepadam, więc nie dołączę do kibicowania. :P
OdpowiedzUsuńMartin Short jako Kapelusznik - zgadzam się, numer jeden. Ale Martin Short jako zakręcony dziwak w ogóle zazwyczaj jest numerem jeden. xD Lubię gościa, właśnie za Kapelusznika, ale i za Fricka z "Merlina". Świetna rola i nie wiem czy nie najlepsza postać z filmu.
...i wstyd przyznać, ale nowej "Alicji..." jeszcze nie widziałam. Chociaż Alicjowe klimaty bardzo mi odpowiadają, uwielbiam Burtona, wielbię Deppa, to jakoś się nie złożyło. ;|
A książkę dopiszę do Coraz-Dłuższej-Listy-Książek-Do-Przeczytania, acz raczej na końcu i mniejszym drukiem, bo to nie priorytet. ;)