niedziela, 11 listopada 2012

O Lisach, wyborach i balkonach



Siedzę sobie, jak na studentkę przystało, wśród nieumytych naczyń (który umyć muszę ja), w pustym na chwilę obecną mieszkaniu (chyba, że mój współlokator jednak jest w swoim pokoju) i kontempluję widok za oknem, czyli balkony. Nie są to szczególnie urodziwe balkony, ale złe też nie są, a na dodatek są nawet ładne.
Zastanawiam się nad życiem, a konkretnie nad tym, czy sklep osiedlowy będzie otwarty 11 listopada.


Mieszkam daleeeeeeeko od centrum jakiegokolwiek życia kulturowego, więc w żadnych obchodach uczestniczyć nie będę - nie żebym kiedykolwiek to zrobiła. Jedyny wyjątek zrobiłabym, żeby mojego wojskowego wujka zobaczyć dumnie paradującego (w tym dosłownym tego słowa znaczeniu, nie w tym ironicznym), ale jest za daleko, żeby to w ogóle rozważać. Powoli zbieram się, żeby zacząc realizować postanowienie bycia bardzo dobrą studentką - do tej pory szło mi dobrze, aczkolwiek perspektywa zbliżającej się (tak, dla freshmana to już niedługo) sesji utwierdza mnie w przekonaniu, że jednak jak do tej pory mogłam postarać się bardziej. Zamiast tego chwyciłam się serek innych zadań, które, chociaż też związane z moim kierunkiem bardzo ściśle, a nawet bardziej niż ściśle i które uwielbiam, nie pomogą mi w zaliczeniu egzaminów i całego mnóstwa innych studenckich przyjemności. 

&

Wiecie, że już po wyborach? Że pro-choice wygrało z pro-life, homoseksualiści może wreszcie nie będą się czuć dyskryminowani (cóż, właściwie w tej kwestii nawet prezydent nie pomoże) i bogaci dalej będą płacić rachunki (r'ly Romney? R'ly?). Podoba mi się to, że na... Tfu, prezydentem USA znowu został Niewiele-Zrobiłem-Ale-Jest-Fajnie Obama. Pomijam fakt, że ponieważ to jest jego druga kadencja, to będzie przesrane i to dokładnie (dajcie spokój, teraz trzeba ulepszyć to co zastałem, a zastaję to, co sam zostawiłem, czyli, np., wysoki procent bezrobocia, najwyższy bodajże od Roosevelta, ale to były inne czasy). W każdym razie, wydaje mi się, że na USA wszyscy będą przez najbliższy czas patrzeć bardzo, bardzo dokładnie, oczekiwać bardzo, bardzo wiele i przede wszystkim wszyscy czują, że teraz powinno się COŚ zdarzyć. Coś wiekopomnego i ważnego. Sama też czuję, że stoimy na progu jakiegoś ważnego CZEGOŚ, co zmieni COŚ. Tylko problem jest taki, że chyba nie bardzo wiemu co to jest, ani kto to zmieni. Ani jak długo świat będzie jeszcze polegać na Stanach Zjednoczonych.

&

Studia jak studia. Póki co intensywnie. Bardzo piwowo. Naukowo - bardzo fascynująco, na serio. Znajomościowo cudownie (może z małymi upierdliwymi wyjątkami). Krakowsko - jeszcze lepiej. Tak jakby ktoś pytał. Jakby ktoś był w okolicach Krakowa - zapraszam.

&

Obejrzałam Fantastic Mr Fox. Urzekło mnie. Pomijam fakt, że jako mała dziewczynka zachwycałam się liskami, bo takie ładne, bo rude, bo taką fajną kitkę, bo Przyjaciele z Zielonego Lasu (czy tylko ja to pomiętam?). 
Uwielbiam stop motion. Ogrom pracy, który trzeba w to włożyć. Jakiś taki powrót do pierwotności. Ale każdy stop-motion movie jest dla mnie niepokojący. Nie pytajcie czemu. Zwyczajnie tak jest. A Anderson dołożył do tego swój specyficzny styl i stworzył stop motion dla dorosłych. Dzieciom się nie spodoba, to nie jest dla dzieci. Nie, nie ma tam drastycznych scen erotycznych w wykaniu leśnych stworzonek (chociaż podobno Pani Lis... Nieważne). Ot film, o takich sprawach jak poczucie braku akceptacji czy bycia gorszym, o poczucie braku celu w życiu, wypalenia się i zatracenia siebie w codzienności. O tym, co jest dla nasz ważniejsze - móc spojrzeć sobie w oczy w lustrze czy rodzina. A może to wszystko się łączy. O tym, że nie da się zabić pierwotnych instynktów. Polecam.

&

Meh, czas zacząć się uczyć.
Adieu

1 komentarz:

  1. Ojej, studencka notka!
    Filmowo, jak zawsze, ale teraz także krakowsko! :D Jak zwykle amerykańsko, choć teraz już w studenckim wymiarze. Uważam, że Twój kierunek jest na prawdę ciekawy i sama bym się nawet nad nim zastanowiła, gdyby nie moja dość kiepska znajomość języka obcego XD Tymczasem życzę powodzenia w studenckim życiu! Żeby socjologia dobrze szła i była czasem chwilka, żeby co nie co skrobnąć na blogu :)

    OdpowiedzUsuń