czwartek, 29 listopada 2012

inicjatywa

Nie zaczynajcie życia studenckiego bardzo intensywnie. Uczcie się. Bo kiedy nagle okaże się, że wszelkie imprezowo-kulturalne wydarzenia się kończą, pogrążycie się w PUSTCE. Nagle nie macie co robić, nie macie planów na najbliższy pierdyliard tygodni i nie musicie wracać w środku nocy. Możecie się uczyć, ale już nie pamiętacie jak to się robi. Nagle sobie uświadamiacie, że czas coś zrobić ze swoim życiem, ale nie wiecie, kurna belek, co.
W takim oto radosnym punkcie znalazłam się ja i wydaje mi się, że u normalnego studenta pojawia się to później, pewnie gdzieś w okolicach trzeciego roku. Ale od czegoś cza zacząć, nie?

A tak na serio, to zaczynam odczuwać bezsens istnienia. No bo jestem sobie na tych studiach, z grubsza wiem co chcę robić w życiu, co nie zmienia faktu, że patrząc na moich znajomych fascynujących się każde czymś innym, czuję się taką bezainteresowaną skorupką. Bezzainteresowaną. Bezzaiteresowaniową? Wiadomo o co chodzi. Sęk w tym, że przez pierdyliard lat, czyli naście twierdziłam, że owszem, mam zainteresowania, ale sobie teraz uświadomiłam, że chyba nic konkretnego w tym kierunku nigdy nie robiłam. To znaczy dajmy na to owszem, rysuję i staram się dokształcać, ale teraz nie mam na to czasu i idzie mi to marnie, a gapienie się na piękne galerie na dA nie pomagają (a narzekanie, że ja tak nie umiem jest zgoła żałosne). Owszem, mam konto na dA ale tam to głównie grafika komputerowa, więc się nie liczy, a moje grafomaństwo ogranicza się do czytania poradnika w mojej fantastyce i grafomanie...nia. Niniejszym z osoby, która uważała w okresie gimnazjum i liceum, że czymś się interesuje i jest w czymś dobra, stałam się osobą, która uważa jedynie, że owszem ma zainteresowania, tak samo jak cała reszta dziwnych ludzi, którzy w rzeczywistości nie interesują się niczym.
Odczuwam potrzebę zaangażowania się w coś. To znaczy jestem zaangażowana, ale moje zaangażowanie chwilowo siedzi bezczynnie, gdyż chwilowo nie ma w co się angażować w organizacji w której się angażuję.
Dlatego chcę zacząc robić coś kreatywnego (nie żeby to co robiłam do tej pory nie było kreatywne, to było bardzo kreatywne, cholernie kreatywne serio i też związane z moimi zainteresowaniami i pozwoliło mi się rozwinąć, a konkretnie moją wiedzę) co pozwoli mi rozwinąć moje zainteresowania, marne zdolności czy, jak to mawia młodzież, whatevs. Potrzebuję INICJATYWY.

&

Przepraszam, że Was zanudzam tym wielce psychologicznym pierdoleniem, ale miałam potrzebę uzewnętrznienia się. Znowu. A wszyscy inni są chyba znudzeni słuchaniem o moich planach, których w gruncie rzeczy... No nie ma.

Reasumując - dziś tak jak nie lubię, czyli pseudofilozoficznie i krótko, gdyż (wreszcie) postanawiam się pouczyć! 




Adieu

3 komentarze:

  1. 1) I TERAZ O TYM PISZESZ?! Szlag. Bym Cię zwerbowała do NaNoWriMo, które kończy się... jutro. ;> Chcesz zrobić coś kreatywnego? Napisz powieść w miesiąc! ;D Super zabawa. Polecam za rok (akcja jest co listopad).

    2) Doskonale rozumiem Twój problem - dokładnie to samo mam w tej chwili. Tylko u mnie refleksja przyszła dopiero po roku pracy, po studiach. Cóż, pracę swoją bardzo lubię, ale jakoś tak jak sobie myślałam, że mam tam wysiedzieć do emerytury, to tak... no, nieciekawie tak. I też doszłam do wniosku, że interesuję się niby wieloma rzeczami, ale to oznacza tylko tyle, że w sumie niczym. I że nie mam czegoś, czemu chciałabym się poświęcić. Ale chyba już znalazłam. :) To znaczy wreszcie w pracy wpadłam na pomysł, co bym chciała robić do emerytury. :) Ufam, że Tobie też się uda coś takiego znaleźć - ale nie oszukujmy się, to może potrwać. XD Na początku studiów miałam zupełnie inny plan. ^^

    Enyłej - wspieram Cię! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Fraa <3
      1) Nie no wiesz cenię sobie NaNoWriMo ale własnie listopad to był ten miesiąc, kiedy działo się coś ciągle i przez który odczuwam teraz pustkę T_T szukam czegoś wiesz... Długodystansowego. Coś co będzie wymagało i rozwijało, regularnie etc... Sama nie wiem ._.

      2)No właśnie czegoś takiego chcę. A w ogóle to np. w liceum mogłam uchodzić za filmowego znawcę, ale teraz spotkałam zbyt dużo ludzi tym zainteresowanych i wiem, że znawca ze mnie taki, jak baletnica mniej więcej.
      Dowodem tego, ze nie rozwijałam swoich umiejętności jest to, że nie poszłam na animację. To znaczy nie poszłam, bo mój obecny kierunek kocham, ale nawet nie złożyłam papierów, bo wiedziałam, że w konkursie i tak nie dam rady.
      Chyba wpadłam w pierwszoroczną depresję T_T czytałam, że to normalne o freshmenów

      Usuń
  2. Mam nadzieję, że to tylko taka jesienna chandra i przejdzie!

    OdpowiedzUsuń