Powiedzmy, że moja miłość do Elvisa jest czymś pomiędzy miłoscią do jego muzyki a miłością do jego ikoniczności, tego co sobą reprezentował. A może to wszystko opiera się tylko na ogólną fascynacją starymi, dobrymi Stanami.
&
Tak się zastanawiam, jako wkrótce świeża dziewiętnastka, niegotowa chyba mimo wszystko psychicznie na rozpoczęcie samodzielnego życia studenckiego, ale mimo wszystko na nie czekająca... Zastanawiam się się konkretnie ogólnie nad życiem i nad tym, co chciałabym w przyszłości osiągnąć. Zastanawiam się też, ilu, zrezygnowanych teraz, ludzi, chodzących do pracy, którą traktują jak więzienie, miało w młodości wielkie plany, wielkie marzenia. Czy chcieli skończyć albo w znienawidzonej, albo okazującej się gorszą niż w marzeniach pracy? Ilu niespełnionych artystów przekłada teraz papierki w jakiejś firmie ubezpieczeniowej, ilu archeologów uczy historii w szkole; ilu prawników z misją zbawienia świata jest kierownikami supermarketów?
Przed osobą w moim wieku i w tym ważnym momencie w życiu pojawia się bardzo ważne pytanie - robić to co chcę, o czym marzę czy zdecydować się na coś czego nienawidzę, tylko dlatego, ze tego oczekuje ode mnie otoczenie, lub dlatego, że świat się okazał okrutny. Myślałam, że młode pokolenia są bardziej buntownicze. Bardziej Hej, będzie dobrze. Jesteśmy młodzi, damy radę. Tym bardziej część jest bardziej jak Ale po tym nie będzie pracy. Ale co ty chcesz po tym robić? Okazuje się, że więcej wsparcia, czy raczej pełne wsparcie mam od rodziny, a od słów rówieśników chce się usiąść i płakać. Gdzie się podziała nasza wiara w to, że wszystko możemy? Że świat stoi przed nami otworem. Może najwyższa pora przestać narzekać i robić to, co przyniesie kasę i trochę się wysilić, pomyśleć, pokombinować. Jestem zdania, że możemy wszystko. Tylko czasami się nam nie chce. I nie, nie piszę dlatego, że nie muszę się w przyszłości martwić o pieniądze, bo moi rodzice się multimilionerami. Jestem zwyczajną dziewiętnastolatką, która ma w dupie pesymistycznych rówieśników i która ma zamiar robić to, co będzie jej sprawiać radość. A jeśli cała reszta chce utknąć przy segregowaniu papierków w wielkiej korporacji (chyba, że tego chcą oczywiście, tacy pewnie też są, wtedy to bardzo dobrze dla nich) to proszę bardzo. Droga wolna. A teraz idę poszukać kogoś lub czegoś, co mi nie będzie zrzędzić ^^

Za Elvisem nie przepadam (ikoniczność jest spoko, ale po prostu jego muzyka mi zupełnie nie leży, głos i sposób śpiewania), ale podoba mi się podejście. ;) Też tak zrobiłam - w sensie poszłam na to, na co chciałam, mimo że wszyscy łapali się za głowę, co chcę po tym robić - i bardzo sobie to chwalę. Wychodzę z założenia, że jeśli jesteś w czymś dobra, to uda Ci się jakoś z tego wyżyć. A zarabiać choćby i kokosy na czymś, czego nienawidzę - blaaah, nie wyobrażam sobie tego.
OdpowiedzUsuńLejesz miód na moje biedne prawiejużstudenckie serce ^^ Jeśli jeszcze raz usłyszę kogoś w moim wieku skazującego się na coś co go nie interesuje, ale z czego właśnie będą kokosy (a przynajmniej tak im się wydaje), to chyba wyrzucę moje dvd z koncertem Q. na Wembley. To znaczy może nie aż tak, nie będę wyrzucać koncertu, tylko dlatego, że ktoś chce się zamęczać przez resztę życia - ale wiadomo o co chodzi. Nieważne jak to będzie dalej - i tak już czuję się wygrana :D
UsuńA z Elvisem to wiadomo, jak ze wszystkim, nie każdy go lubi :D Ważne, że Elvis jest wiecznie żywy ^^
A jak życie, Fraa? Widzę recenzję z "Thora", więc pędzę czytać i komentować!
Kiedy w jakiś wiadomościach usłyszałam o Elvisie, zaraz pomyślałam o Tobie ;) A Ty wtedy napisałaś notkę, to działa! :D
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że ostatnimi czasy również przeżywam fascynację starymi, dobrymi Stanami. Mają w sobie jakiś urok. Stało mi się tak po przeczytaniu biografi Grace Kelly, także jak widzisz, filmowo :D
O widzisz i w ostatnim akapicie idealnie zawarłaś buńczuczne i buntownicze podejście do życia humanistów. Oczywiście, że DAMY RADĘ i będziemy się spełniać w tym, w czym jesteśmy dobrzy i co przynosi nam radość. A inni niech sobie liczą, segregują papierki, jak już wspomniałaś, czy produkują jakieś dziwne substancje po jakże ścisłych studiach chemicznych. Świat na humanistach stoi, kurde belek! Co tak? :D
Wróciłam z wakacji i u mnie nowa notka :) Zapraszam przy czasie do przydługiej dość lektury :P
Ojejku jej <3 To tak miło przychodzić komuś na myśl w takich chwilach ^^
UsuńA daj spokój. Jeszcze raz usłyszę moje przemądrzałe koleżanki, mówiące o tym, że ona znają kogoś po tym kierunku i ten ktoś, nie wiem, pod mostem siedzi, to chyba przy...powiem, że to co ktoś z robi dyplomem, to jego sprawa i jego interes i tyle, a jak nie potrafił zrobić nic, to jego strata, o.
W sumie racja, tak pojawiać się w czyiś myślach w towarzystwie Elvisa :D No, i to jeszcze są moje myśli 8) *Jot "Skromność" May* XDD
OdpowiedzUsuńDokładnie! Jak ktoś jest ciamajda życiowa, to nie ma siły, żeby nawet z dyplomem ukończenia superścisłego kierunku na Oksfordzie znalazł dobrą pracę :x
Moja miłość do Elvisa jest również wszechogarniająca, jednak ja go preferuję za czasów "Heartbreak Hotel", czyli zanim był brzuszek, cekiny, białe dzwony i Las Vegas.
OdpowiedzUsuńA jeżeli chodzi o przyszłość, to nic mnie bardziej nie irytuje, niż ludzie z tymi tekstami "a co ty po tym będziesz robić? co to jest za kierunek, z tego nie ma pieniędzy". Ja nie dam się zamknąć w ramce nawet jeśli miałabym żyć od pierwszego do pierwszego. Dla mnie najważniejsze jest żeby robić to, co sprawia nam przyjemność.