Są na tym świecie rzeczy, których fajności i wielkości, i w ogóle epickości się nie kwestionuje. Nie kwestionujemy, że piramidy są ekstra (czy zrobili je ludzie czy kosmici to już inna kwestia, więcej w odcinku Pseries o teoriach spiskowych, zapraszam), że Einstein był ultramądry ani że Mycroft Holmes jest w gruncie rzeczy królową brytyjską (o tym z kolei więcej w Moja przygoda z fandomem). Tak samo nikt nie kwestionuje epickości i fajności Tolkiena i jego Władcy Pierścini czy Hobbita. Jednak mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach epickość i fajność różnych rzeczy/ludzi stoi pod wielkim znakiem zapytania. Bierze się to zapewne z tego, jak zmieniają się kolejne pokolenia. Nie wiem, może młodzi ludzie (rzekła dziewiętnastolatka) nie wiedzą, co znaczy takie słowo jak szacunek czy życzliwość. Może są zbyt pewni siebie, wierzący że są wspaniali. Nie pamiętam gdzie, ale natrafiłam niedawno na dyskusję na temat tego jak młodzież siebie postrzega. Że uważamy się za nieomylnych, wspaniałych, butnych. Ktoś stwierdził, że dobrze, może tak właśnie jest. Jednak jest tak dlatego, że do takiej postawy zmusza nas życie. Jeśli chcemy coś w życiu osiągnąć, musimy tak się zachowywać. Wyrażać własne zdanie w sposób zdecydowany, walczyć o swoje. A jednak gdzieś w tym wszystkim zapominamy, że można zrobić dokładnie to samo w taki sposób, żeby potem móc spojrzeć sobie w oczy w lusterku. Bez obrażania innych, bez deptania ich duszy butami od Dżimiego Czu*.
Takie o to radosne przemyślenia o młodzieży naszły mnie właśnie dziś, kiedy młode dziewczę, tylko jej wiadomo w jakim jest wieku, zbrukała i Hobbita i Władcę Pierścieni, wyzywając od bajek dla dzieci z całą dziwną fantastyczną menażerią (dałby Gandalf i jakiegoś smoka na takich nasłał, niech zobaczą menażerię). Twierdziła owa dziewoja, że Zmierzch to arcydzieło literatury światowej, a fanom powiedziała zdecydowanie parę niemiłych rzeczy (peszek, że nikt nie bierze nazywania nerdem za coś obraźliwego. Jak to było? Smart is new sexy? Tak, jestem fanką TBBT). Oczywiście zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie (bo niczego pewnym być już nie można) była to zwykła prowokacja, trolling etc etc. uskuteczniany może już nawet nie przez szaloną nastolatkę, ale znudzonego nastolatka, który nie ma co robić wakacje. Chodzi o to, że aż dziw bierze, skąd tacy ludzie się biorą i o to, że to mi przypomniało tylko o tym, że młodzi ludzie właśnie w taki sposób (i tym razem już na serio) wyrażają swoje zdanie. Smutne acz prawdziwe.
Uwielbiam LOTR, chociaż fanką wielką nie jestem. Jestem wdzięczna wujkowi Tolkienowi za to, co zrobił, bo możliwe, że wielu innych pisarzy nigdy nie znalazłoby innej inspiracji, a to z kolei pozbawiłoby mnie tylu świetnych przyjaciół czyt. książeczków**. A młodzieży, czyli nam, potrzeba chyba trochę ogłady. Ot, takie moje przemyślenia.
*Jimmy Choo w sensie, jakby kto pytał (ta, za dużo razy Diabeł ubiera się u Prady gościł na moim ekranie)
** - tak, wiem, że nie ma takiego słowa, czasami bawię się w dziwne słowotwórstwo. Musicie wybaczyć, chyba brakuje mi ogłady
***- a wiecie, że młodego Bilb...a gra Martin Freeman czyli serialowy John Watson? W ramach ciekawostek

Nieplanowane notki zazwyczaj wychodzą najlepiej :D Luz is spontan.
OdpowiedzUsuńCusz, stereotypowy model dzisiejszej, bananowej młodzieży jest cokolwiek przygnębiający. Różowa małolata, która wypowiedziała się pod - jak słusznie zauważyłaś - epicką ekranizacją epickiej legendy, której się z zasady nie kwestionuje - zapewne nie ma nawet pojęcia, jak wygląda okładka Trylogii Tolkiena. Sądzę nawet, że wygląda to tak, iż dziewczę owo przeczytało li tylko Zmierzch, oraz zajadało się popcornem w kinie na wszystkich częściach Harry'ego Pottera (książek nie przeczytało, bo i po co, za grube!) i stąd czerpie swą całą wiedzę nt fantastyki. Podobny szlag mnie trafia, kiedy gdzieś w necie natrafiam na pytanie laseczki, która pragnie się dowiedzieć, kiedy w Polsce zagra Nirvana, bo ona strasznie lubi Smells like teen spirit. Noż samo się człowiekowi na usta nasuwa: I don't want to live on this planet anymore! Nie wiem, czy to faktycznie w necie wypowiadają się takie tłumoki, którym we wakacje, jak już wspomniałaś, się nudzi, czy to celowe, prowokacyjne działanie. Które mi, na przykład, jedynie podnosi ciśnienie. Ale tak jak wspomniałam na początku - miejmy nadzieję, że jest to jedynie stereotypowy obraz, skądinąd, naszej grupy społecznej (jeśli tak, to nie wiem, jak Ty, ale ja się nie przyznaję!). A jak wiadomo, statystycznie rzecz ujmując ja i mój pies mamy po 3 nogi :D Więc trzymajmy się tego, że pozytywne wyjątki od reguł istnieją ;)