politico.com
Przemilczę upolitycznianie przez Romneya ataków na amerykańskie ambasady - powiedzmy, że po tylu latach z naszymi politykami już się przyzwyczaiłam ( i to nawet bez zbędnego interesowania się tą polityką!), co nie zmienia faktu, że jest to trochę przykre. Możliwe też, że nie piszę o tym, gdyż na polityce się nie znam i się nią nie interesuje. Nie jest to oczywiście nic, czym należałoby się chwalić, w końcu to my - wyborcy (hehe) wybieramy rząd, który potem wywiązuje się ze złożonych nam obietnic wyborczych (hehe ponownie).
Jednakowoż politykę USA uważam, z nieznanych nawet mi względów, za dużo bardziej interesującą, chociaż na niej też jakoś zawrotnie się nie znam - mam zamiar ją poznać w najbliższej przyszłości.
Nie chodzi więc w tym wszystkim o to, że Mitt Romney jest mormonem - nie przeszkadza mi to. Chodzi o to, że jest Republikaninem, a ja popieram Demokratów (oprócz walki z legalizacją broni palnej [nie żeby miało mnie to, póki co, dotknąć w jakikolwiek sposób, ale tak rozumując wypadałoby mieć w czterech literach cały, kuźwa, świat]) czyli Obamę. Nie przemawiają do mnie konserwatywne postulaty czerwonych [uwaga, wchodzimy w strefę skomplikowanych - dla mnie - pojęć politycznych, wszelkie błędy proszę mi wybaczyć, dziękuję] tak samo jak prezentowany przez nich neoliberalizm.
Nie mówię, ze popieram Demokratów w stu procentach, jednak gdybym żyła w Ameryce, prawdopodobnie nie miałabym żadnych wątpliwości, co do wyboru nowego prezydenta (nie chodzi też o to, że z Obamy jest zabawny gość). Chociaż jak mówią specjaliści będą to pewnie pierwsze wybory, w których tak wielkie znaczenie będą miały Pierwsze Damy czy raczej Pierwsza Dama i pretendentka do tego tytułu.
Nie śledzę co prawda wyborów z taką intensywnością, z jaką powinnam. Powiedzmy jednak, że najważniejsze wciąż przed nami. Znaczy przed nimi, przed Amerykanami. Chociaż jak się zastanowić, to chyba jednak przed nami wszystkimi.
&
Nie wiem czy dotyka mnie to tak bardzo dlatego, że jestem humanistką (z wyboru) czy może dlatego, że jestem w jakimś mizernym procencie idealistką, ale powoli zaczynam mieć dość wojny między tzw umysłami ścisłymi a właśnie tzw humanistami. Ja rozumiem, że może dla niektórych ludzi zgłębiających tajemnice fizyki jądrowej, zajmowanie się na ten przykład historią osiemnastowiecznej Francji nie jest, w porównaniu, niczym wartościowym. Pomijam fakt, że moja teoria jest taka, że żeby w pełni cieszyć się z tego co mamy teraz, powinniśmy zrozumieć jak do tego wszystkiego doszło i o tym pamiętać i również wiedzieć, komu to zawdzięczamy i jakich błędów nie popełniać, ale rozumiem, że nie przemawia to do wszystkich. Druga część mojej teorii mówi o tym, że każdy, niezależnie od tego czy jest autorem książek historycznych, czy pracuje w CERNie, ma wpływ na to jak wygląda nasz świat i praca każdego człowieka jest ważna. Nie mogę już słuchać historii o tym, że humaniści nie potrafią liczyć, a ścisłowcy pisać. Jedni tworzą nowe rzeczy, drudzy o tym piszą, żeby następne pokolenia mogły z tego czerpać. Dziennikarze piszą często o niesprawiedliwościach - czasami ich artykuły mają wielką moc sprawczą. A czasami piszą o nowej bieliźnie Jennifer Lopez. Zdarza się. Czasami biolodzy czy chemicy tworzą nowe lekarstwa, które pomogą chorym. Czasami tworzą kolejne chemiczne badziewie, sprzedawane nam za grube pieniądze. To też się zdarza. Nikt nie ma prawa określać pracy innych ludzi czymś gorszym. Może równocześnie robiąc to, należy spojrzeć na siebie?
Nie uważam ani moich humanistycznych zapędów, ani mojego kierunku studiów za coś gorszego on matematyki czy fizyki. Doceniam je, bo dla mnie zaawansowana fizyka jest czymś niepojętym a jednak dalej fascynującym. I prosiłabym jedynie, jeśli nie o to samo od drugiej strony, to przynajmniej o nie obrażanie. Żeby żyło nam się odrobinę łatwiej.
&
Trzy rzeczy, które zawsze zadziwiają mnie na FilmWebie. Jeden - tysiące ludzi ma takie same wspomnienia z dzieciństwa jak ja. Dwa - w końcu przebolałam nowy wygląd i na zawsze pożegnałam <piękny> czarno - czerwony design. I trzy - okazuje się, że aktor, którego widzę pierwszy raz na oczy zagrał w ponad pięćdziesięciu filmach, które oglądałam.
To smutne, ze czasami <ale chyba już tylko czasami> aktorzy dubbingowi są niedoceniani. A przecież wszyscy kochamy Kłapouchego (Jan Prochyra) i Tygryska (Grzegorz Pawlak) czy Królika (Ryszard Nawrocki), Timona (Krzysztof Tyniec), Kaczora Donalda (Jarosław Boberek) czy Willy'ego Wonkę (Wojciech Paszkowski). Z innych nazwisk (wymienianych podczas napisów końcowych) na pewno kojarzycie Leszka Zdunia (Haku z genialnego Spirited Away) czy Pawła Szczęsnego. Między innymi ci ludzie to głosy naszego dzieciństwa. O stricte lektorach wam nie opowiem - polecam dokument Zawód Lektor na jutubje, który zrobi to lepiej niż ja. Naprawdę warto obejrzeć. Chyba że nie chcecie burzyć jakiejś mitycznej otoczki jaką zbudowaliście wokół panów lektorów. Ale wydaje mi się, że z czasem miło jest się dowiedzieć jak wyglądają, jak się nazywają głosy waszego dzieciństwa. To buduje szacunek i wdzięczność. A przynajmniej tak było ze mną, a tych panów ( i panie, oczywiście ) cenię sobie bardziej niż znaczną większość naszych jakże wybitnych i rozpoznawalnych aktorów.
Ostatnimi czasy zgłębiam twórczość tego pana. Glee mnie w tym dzielnie
wspiera. Różnorodność piosenek w tym serialu czasami mnie
zaskakuje
A to tak przy okazji rozprawy o naszych ludziach od dubbingu.
To znacie wszyscy.
Adieu!

Cóż, moja wiedza dotycząca najbliższych wyborów prezydenckich w USA ogranicza się do znajomości nazwisk kandydatów i wyglądu ich małżonek (mam tu na myśli Miszel i tą blond-cizię tego drugiego :D). Więc tu nie powiem niczego inteligentnego.
OdpowiedzUsuńMnie też już powoli zaczynają irytować te wymyślne podziały na ścisłowców, czyli jedynych ludzi z jakąkolwiek przyszłością i humanistów, czyli synonim bezrobotnych. Nie warto się tym przejmować! Jeśli to Cię pocieszy, ja też definitywnie wybieram humanistyczną drogę edukacji. Ostatecznie jeśli człowiek nie jest życiową ciamajdą to sobie poradzi. Po za tym, w całości się zgadzam z tym, co napisałaś. No i już niedługo przekonasz się, jak to jest być na studiach humanistycznych :)
A na Filmwebie goszczę jedynie wtedy, gdy chcę poczytać coś więcej na temat filmu (albo aktora 8) ) który mi się spodobał :D