piątek, 25 lutego 2011

i niech moc będzie z wami




Jest taki moment w życiu człowieka, a nawet wiele momentów, kiedy się wzrusza i sam dokładnie nie wie dlaczego. Nie chodzi mi o wzruszanie się na ckliwych filmach o miłości, acz i na tych oczywiście się zdarza. Mam raczej na myśli chwile, kiedy się wzrusza chociaż nikt inny nie widzi ku temu powodu.


Cóż jestem chyba jedną z nielicznych kobiet, która rozumie fenomen Gwiezdnych Wojen. Nie, to źle powiedziane. Telewizja chce, żeby uważała, że kobiety tego nie rozumieją, ale jedna aktorka, która tego nie pojmuje, wiosny nie czyni.
Tak więc, na prawdę, wysłuchanie tylu komentarzy o sadze podczas oglądania "66 niezapomnianych filmów" sprawiło, że mi łezka pociekła - i możecie się śmiać. A wiecie, nie chodzi nawet o to, że jestem jakąś megafanką Star Wars. Nie. Ja to uwielbiam, ja się patologicznie gubię co i jak, ja uwielbiam udawać Vadera (który jest lepszym bad boyem niż Voldemort, a co) i zawsze chciałam, żeby mi tato kupił taki miecz (a wiem, że Leonard z "The Big Bang Theory taki ma, ale to typowy nerd, więc w sumie...).
Podejrzewam więc, może to górnolotnie zabrzmieć, że zdałam sobie sprawę, jak wiele kino dla mnie znaczy samo w sobie. I chyba wreszcie do mnie dotarło, że ja na prawdę to kino kocham, ale to nie znaczy, że zaraz mam iść do szkoły aktorskiej.
Znajomość kina, jakkolwiek niezadowalająca mnie w tej chwili, ale ciągle rozwijająca się, daje mi ogromną satysfakcję, a to, że nie widziałam wielu klasyków, napawa mnie autentycznym WSTYDEM. Takim prawdziwym i niewymuszonym. Autentycznie wstydzę się do tego przyznawać i nawet tu nie zdradzę, czego jeszcze nie widziałam.
I tylko słucham muzyki Williamsa.
I niech moc będzie z Wami

4 komentarze:

  1. A to ja jestem w czarnej... z kinem, albowiem Gwiezdnych Wojen nie oglądałem, ale mnie po prostu to nudzi :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja cały czas próbuję zmusić się do obejrzenia tych 'starych' Gwiezdnych Wojen. Nowe oglądałam po kilka razy, ale nie powiem, żebym była jakąś wielką wielbicielką. Nie neguję tego filmu, ale też nie padam z jego powodu.

    A Oscary oglądałaś? Jakie wrażenia po werdykcie? Z tego, co pamiętam, byłaś mocno za Colinem, więc chyba jesteś zadowolona, czyż nie? ;) Mnie również rozwaliła jego kreacja w "the King's Speech". I strasznie się cieszę, że Social Network nie dostał głównego Oscara. Nawet zmusiłam się do napisania notki na ten temat, więc jak znajdziesz chwilę, to zapraszam do dyskusji :)

    /Dani California

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja "Gwiezdne Wojny" oglądałam nie raz, nie dwa i je uwielbiam, ot co. :P Znaczy... te stare, bo te nowe to jakiś mało śmieszny żart. ;/

    A nieznajomością klasyków nie ma się co przejmować - też mam całą listę zarówno klasyków filmowych, jak i książkowych, które muszę nadrobić. No i... i czekają na lepsze czasy. ^^ Chyba każdy tak ma - później się okazuje, że jakiegoś klasyka, którego przecież KAŻDY zna, to tak naprawdę nikt nie widział, ale wszyscy się z tym ukrywają. ;) :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Och, jej, "Gwiezdne Wojny" :) Tak jak Fraa, uwielbiam stare i - tak jak Fraa - uważam nowe za totalną pomyłkę. Nie ma tam niczego, czemu części IV-VI zawdzięczają urok. Ani lekkości opowiedzianej historii, ani naturalnego, ciepłego dowcipu, ani uczciwego przyznania, że wszystko to jest po prostu ładną baśnią, ani efektów, które - choć przedpotopowe - prezentują się wspaniale, ani Vadera, ani (tak, muszę to dodać ^^) Harrisona Forda.

    OdpowiedzUsuń